Strona Główna Galeria Siekierezady Opowieści z Siekierezady Muzyczne wędrowanie Dziewięciu.... Inspiracja słowem Poezja Foty Linki Forum Kontakt
                             

 

                   

Papa Smerf

                 
                     
                     
 

Papa Smerf

 

         Michał – tak miał na imię protoplasta wszystkich braci Sz. z Dołżycy, a na osłodę jednej córki. Człowiek pracowity, ale owoce pracy pozostawiał w barach.

Człowiek wydajny prokreacyjnie, ale owoce swej pracy pozostawiał w… barach.

Zapewne wskutek błędów i pomyłek wychowawczych większość z braci Sz. tonie w alkoholu.

Papa Smerf rzucił swe geny bez programu na łono pięknego świata, uległy one nietypowym mutacją i powstały z nich istoty człekokształtne, jak w reklamie, prawie ludzkie.

Najbardziej rozpowszechnioną istotą człekopodobną w Cisnej jest Jan, jeszcze dwa lata temu pracowity i w miarę słowny – dzisiaj dogorywający wrak, któremu nałóg zdeformował karykaturalne oblicze w szpetną maskę.

Papa Smerf – kontrowersyjny artysta tworzący w żywym materiale dzieła sztuki na temat upadku, absurdu i bezcelowości życia, w ciała swego potomstwa tchnął piekielną siłę destrukcji (Następni, którzy wcisnęli przycisk samozagłady). Papa Smerf swoim dzieciom zainstalował taki przycisk, a oni bronią się jak umieją i na ile im sił starcza, by go nie naciskać, ale jakość dziwnie ten guzik zagłębia się w swym łożu do stanu – włączone. Papa Smerf całe swe życie rąbał bieszczadzkie lasy, a po tym trudzie, patrząc dzień w dzień jak wyrastają strzeliste świerki, pękate buki, wybujałe jodły, łagodził swe napięcia wewnętrzne w lokalach gastronomicznych, skory do bitki, awanturnik. Rąbał lasy, rodzinę i towarzyszy od kieliszka. Stosował strategię powszechnego zniszczenia. Podsumowując:

Primo: Papa Smerf zrąbał hektary bieszczadzkich lasów i własne życie.

Sekundo: Zrąbał życie swego potomstwa skazując je na piekielne męki na ziemi.

Tercjo: Umarł sparaliżowany nie mogąc powiedzieć – przepraszam za swe czyny.

         Istna „Siekierezada”. Po policzkach Papy Smerfa płynęły łzy rozpaczy, nikt nie wie, czy bardziej rozpaczał nad sobą, czy nad progeniturą, którą opuszczał.

         Pisząc to zastanawiam się, dlaczego wkładam w to zbyt wiele emocji, chwilę medytuję nad tematem i olśniewa mnie. Dochodzę do wniosku, że w tym wszystkim najstraszniejszą rzeczą jest akt stworzenia bez celu – to jest właśnie piekło.

– Trzymaj się ciepło, Michał – kotła ze smołą. Może, kiedyś Ci wybaczą.

 

R

 

 

   
   
   
   
   
   
   
   
   
         
         
         
         
 

Powrót