Dramatyczne odkrycie Kazka, czyli teologia w Siekierezadzie



Kazek pochodzi z tradycyjnej polskiej rodziny, umocowanej od pokoleń w religii mającej żydowskie korzenie – znaczy się, na co dzień gapią się na obywatela Jezusa rozciągniętego na rzymskim krzyżu. Kazek pierdolnął sobie dwie sety dobrej, zimnej polskiej wódki pędzonej z kartofli dobytych z małopolskiej ziemi, wykrzywił gębę odrobinę i rzekł:

 

- Kapłani oszukują nas, że Bóg istnieje, a my wierzymy im i też się oszukujemy, że im wierzymy. Na tym polega wiara: na zespoleniu tych dwóch kłamstw, które stają się jedną prawdą. A poza tym wolałbym, żeby Rzymianie ukrzyżowali dwa tysiące lat temu jakiegoś polskiego Janusza, a nie Izraelczyka – przedstawiciela rasy, która robi holokaust Palestyńczykom. Jakoś ciężko mi się dalej okłamywać, że wierzę w żydowskiego Boga.

 

Dodał boleśnie i zapił trzecią setką dobrej polskiej wódki pędzonej na kartoflach.

 

Powrót

                                                                                                                                                  R