Drzewa moja miłość



Lubię drzewa. Chyba je kocham nawet uwielbieniem bezgranicznym. Drzewa są takie łagodne i ciche. Mają swój charakter, indywidualną formę i historię piękną od nasienia.

 

Przy Siekierezadzie jawor o imieniu Orfeusz wybujał od samosiejki. Użyczam mu wody w upały, wiosną nawożę czarnoziemem. Obserwuję jego cierpliwe trwanie. Odnoszę wrażenie, że się lubimy nawzajem. Dużo owadów biwakuje w jego cieniu. Jest dla nich Yggdrasilem – drzewem życia.

 

Orfeusz mnie przeżyje. Taką mam nadzieję. To on będzie kiedyś opowiadał o naszym spotkaniu. Swym szumem liści przypomni światu, że istniałem i go wspierałem. On, Orfeusz, dobędzie mnie z krainy umarłych.

 

Powrót

                                                                                                                                                  R