Jaja obrzezane i koszerna golonka, czyli żydowskie święta po polsku



Świętujemy, rodacy kochani. Zasiadłem do śniadania wielkanocnego polskiego z judeokorzeniami. Zamiast modlitwy, hymn „Do prostego człowieka” odsłuchalim z rodziną, autorstwa Tuwima, Żyda antysemity. Danie główne spożylim – golonkę koszerną z tłustą skórą, pewnie z jakiegoś burżuja, którego poeta Julian nienawidził srodze. Na przystawkę jaja obrzezane w sosie z przepisu Geslerowej pacianę, po dwa na łeb łyknęlim i koszer wódką zapilim. Dziewięć kolejek sobie jeszcze jebnęlim, żeby było jak przy Chanuce w Sejmie Rzeczpospolitej, tak wzniośle. A jak już żeśmy się trochę najebali, wstaliśmy z krzeseł i pieśń madziarską odśpiewaliśmy: „Jestem żołnierzem admirała Horthy’ego”. Cudowne święta, niezapomniane.

 

Powrót

                                                                                                                                                  R