Komunia Pustaka
Czerwiec z lubością chłonie wodę, jak mieszkańcy tej małej wsi swoje żywoty – z zachłannością i podnieceniem, z pasją i energią. Zieleń tłamsi cudownie wszelkie inne barwy. Gdziekolwiek spojrzysz, czytasz jedno hasło: „pięknie jest istnieć”.
Segreguję śmieci obok majestatycznego Federala 94-43 US Army. Zza płotu pada gromkie „cześć!”. Podnoszę wzrok i ukazuje mi się postać obywatela Pustaka z sinymi dłońmi, obwiązanymi brudnymi, wiszącymi bandażami.
- O, wyglądasz jak egipska mumia – komplementuję.
- Byłem u lekarza. Jakieś tabletki mi przepisał, ale zgubiłem je – objaśnia Pustak.
- To ręce ci odpadną niedługo. I jak będziesz pobierał datki ofiarne od turystów? – zmartwiłem się.
- A, kurwa, do gęby będę brał jak świętą komunię! – odszczekał się Olek.
- Do gęby to Charona, przewoźnika umarłych, się opłaca. Ale w sumie blisko jesteś tego etapu – pocieszam Pustaka.
R