Mądre debile
Jak widać, amatorsko zajmuję się tworzywem językowym. Nie tylko nim mlaskam podczas konsumpcji koszernej golonki, ale czasami używam go do produkcji dźwięków, układających się, mam nadzieję, w logiczną całość. W otaczającej nas przestrzeni, gdzie z jaśniejących monitorów pierdolą do nas gadające głowy i nie wiemy już, czy oni mlaskają językiem z lubością po spożyciu, na przykład, jaj obrzezanych na wielkanocne święta. Zastanawiamy się, czy ich szara substancja mózgowa zlasowała się od dylematów intelektualnych i moralnych, których nie potrafią rozwiązać, albo jak w przypadku posłanki Żukowskiej, system neuronalny zawiesił się na skomplikowanym zadaniu matematycznym 9 x 7. I w tej otaczającej nas badziewnej przestrzeni można znaleźć perełki. Na przykład, Nowa Nadzieja. Mentzen to wymyślił. No jaka, kurwa, ma być nadzieja, stara? Albo Rozwój Plus Pinokia Morawieckiego. No jaki, kurwa, ma być rozwój, minus? Ludzie kochani, nie brnijmy w to, fundują nam obłęd, a później nim zarządzają te mądre debile.
R