Niedosyt
Rzuca się na ciebie nieraz taki dzień, że cały czas odczuwasz pewnego rodzaju niedosyt. Bliżej niesprecyzowany on jest, irytujący. Niby wszystkie procedury dzisiejszego dnia spełniłem: lokal posprzątany, zajmujemy się krzątaniną generującą podatki, pomiziałem kocura Jaśka i kotka Waldka, dołożyłem do pieca, popatrzyłem na kaczki taplające się z lubością w odmętach stawu, pogadałem z Baflem, ale cały czas w środku ten kornik świdrujący niepewności. Próbowałem to ustalić, o co rzecz biega, ale nic z tego. Minął dzień podatkowy i wieczór nas otulił wytchnieniem. Wchodzi do lokalu Nowak z uśmiechniętą gębą, pewnie coś już przyswoił. I jak nożem odciął. Nie ma tego wewnętrznego drżenia. Przemawiam w stronę powoda:
– Kurwa, Nowak, cały dzień mi tu coś nie pasowało. Widząc cię, uświadomiłem sobie, że brakowało tutaj dyżurnego idioty do ogólnego wystroju.
R