Oda do trumny



Drzewo posadziłem, dziecięciem jeszcze będąc. Tata mi poradził: „Synu, modrzewia w dobrą ziemię utul, a trumny się za życia dochowasz”. Uczyniłem po ojcowskiej mądrości. Lata minęły, pień mojego drzewa cierpliwie utył. Do przymiarki był gotowy.

 

Żeby nie dać się zaskoczyć, ściąłem drzewo jesienią, by na tartak zawieźć i dechy przez zimę sezonować. No i zaczęło się. Leśniczy mnie dopadł, mandat nałożył, że materiał bez asygnaty – to może kradziony. Urząd skarbowy też się przypierdolił, że obrót tarcicą bez zezwolenia. Ekolodzy dojebali, że dziuplak był, to i domostwa ptaków kolorowych pozbawiłem. Gmina mnie napomniała, że ślad węglowy wzbogacam. Ledwo się z tej swojej zapobiegliwości wypłaciłem.

 

Ku przestrodze, w testamentonium potomnym oświadczyłem: w tekturze, kurwa, mnie chowajcie i wy takie pierdolcie przyszłościowe lokaty, bo w tym kraju ani życie, ani śmierć się nie opłaca!

 

Powrót

                                                                                                                                                  R