Oferta pracy w Siekierezadzie, czyli przyjmujemy na etat psa



Coroczna rekrutacja pracowników na sezon się odbywa. Zjawia się trójka ludzi z psem. Zwierzę zawsze dobrze robi na PR – patrzy psisko w oczy pracodawcy i wszystko ginie w mózgu, ostrożność i logikę trafia szlag.

 

Po krótkiej próbnej współpracy okazuje się, że celem tej trójki jest spędzanie miło i przyjemnie czasu w Bieszczadach, a praca ma być mało znaczącym tłem pod lasem. Zrywając umowę próbną, przemawiam:

 

- Macie po trzydzieści lat, mógłbym być waszym ojcem – dodaję sobie w myślach: „Dzięki Bogu nie jestem”. – I nie przerobicie mnie, bo ja wyznaję zasadę, że prawdziwy komunista, szczęśliwy i uśmiechnięty, umiera w pracy.

 

Takie piorunujące wrażenie zrobiło to moje oświadczenie na tej trójce, że pytając się o robotę u Piotrka, naszego kolegi, z przerażeniem powtórzyli:

 

- Ten chuj nam powiedział, że mamy umrzeć w pracy!

 

Rozbawiło mnie to pięknie, że można czuć aż taki lęk przed robotą, ale to częsta przypadłość u młodzieży w dzisiejszych czasach. Już po wszystkim zwierzyłem się żonie:

 

- Wiesz, z tej czwórki najsensowniejszy jest pies. Szkoda, żeśmy go nie zatrudnili.

 

Powrót

                                                                                                                                                  R