Piękno prozy życia
Koniec lutego i początek marca w Bieszczadach pięknem słońca i błękitem nieba się objawił. Żurawie swym pogodnym krzykiem budzą nasze serca i dusze do istnienia. Pierwsze podbiały otworzyły swe żółte kwiaty nad stawem. Żwiruję dziury w drodze do domu. Drobny kamień szeleści na łopacie. Ładny to dźwięk. Rzeka Solinka mieni się w słońcu refleksami światła, jakby część naszego przemijania zwracała z powrotem. Ładne jest to lśnienie. Karmię przy garażu dochodzącego walecznego kocura, który w konkury zawitał do naszych pięciu kotek. Mruczy z zadowolenia. Ładny jest ten pomruk koci. Układam deski na szopę. Żywica rozlewa się po dłoniach, pachnie balsamicznym lasem. Ładny to jest zapach. Nad stawem grabię zeszłe liście. W toni wody leniwie sterują stada płoci. Szczupak wygrzewa się pod powierzchnią wody. Ładny to obraz przyrody. Proza życia nagradza kolejnymi czynnościami, ale ładne to jest, a nawet piękne. Dziękuję światu za istnienie. Rozmieniam kapitał swego banku szczęśliwości na drobne grosze powszedniego zachwytu.
R