Reklama Volkswagena
Jak Baflo jest we wsi, to ta wiocha jest jego pełna – jakby tych Baflów było dziesięciu. Baflo na CPN-ie, Baflo w Siekierze, Baflo w Żabce, Baflo na drodze ciśniańskiej, Baflo na każdą pogodę. Nagle patrzę, a tu pustka jakaś przedstworzeniowa nastała.
Pytam Pustaka na parkingu przed Siekierą:
- Dlaczegoż taka dziwna samotność nas opętała?
Olek reportersko, teleekspresowo wyjaśnia:
- Baflo w Deutschlandzie Volkswageny montuje. Samochody, co to je Adolf osiemdziesiąt lat temu dla ludu zaakceptował i rekomendował. A podobno pnie się tam po szczeblach kariery, bo na Maybachy go przerzucili.
Dowiaduję się tych rewelacji i kopara mi do ziemi pada. Z doświadczenia i ze współpracy z Baflusiem wiem, że tam, gdzie on swe dłonie przytknie, to jakość geometrycznie wzrasta – niekoniecznie w górę, ale to zależy, jak się kartkę z wykresem obróci. Reasumując, chwilowo wstrzymuję się z zakupem tego szlachetnie urodzonego pojazdu. Poczekam na rozwój wypadków.
A Baflusiowi radzę: przykładaj się do roboty, bo jak wszystkim wiadomo, „praca czyni wolnym” – jak to Niemcy wypisali nad bramą Auschwitz. Bo to naród, który w każdych okolicznościach dba o jakość przetwarzania.
R