Rondo imieniem martwego jeża
Martwy jeż na ciśniańskim rondzie sobie leży. Wygląda, jakby spał i śnił błogo o ludzkiej infrastrukturze komunikacyjnej. Ludzie przechodzą beznamiętnie, zajmując się sobą z wielką namiętnością. Zewsząd wylewa się to nachalne konsumowanie otaczającej rzeczywistości na własne, egocentryczne potrzeby. Chwalą lizane lody, krytykują długość zapiekanek, jak nienasycone termity, żerują nieustannie na tkance świata, zużywając bezgranicznie zasoby, recenzują i wystawiają opinie, że mogli się więcej nażreć albo lepiej wyspać bądź wysrać. Martwy jeż leży przy krawężniku i ani dla niego miłosierdzia za życia nie było, ani po śmierci. Zdaje się, że te ludzkie termity kręcą się w kółko po tym rondzie, zżerając łapczywie tłuste frytki, galaretki z bitą śmietaną, chleb ze smalcem i trzęsące się golonki. Tylko ten jeż spokojnie sobie leży na asfalcie i nikomu nie czyni wyrzutów za swą śmierć.
R