Śmierć mikrofalówki gastronomicznej
W barze straszne poruszenie. Główna kucharka lamentuje nad zepsutą mikrofalówką, jak nad urną bliskiej osoby. Uspokajamy kobietę rozedrganą, że to tylko maszyna użytkowa, że to pięć kilogramów stali. A ona dalej – jak zawodowa płaczka – łzy roni, dłonie załamuje, peany lamentów składa w niebiosa.
W końcu ktoś przytomny zadaje pomocnicze pytanie:
- Dlaczego akurat ta mikrofalówka, a nie te dziewięć poprzednich, zezłomowanych?
Sprawa się wyjaśnia, gdy szefowa kuchni zeznaje:
- Za pomocą tej maszyny komunikowałam się ze swoim zmarłym mężem. Teraz kontakt jest urwany. Nie dostroję już innego sprzętu do utraconych częstotliwości drgania mikrofal w przestrzeni. O, ja biedna! O, on biedny! Komunikacja na wieki urwana!
R