Smutek nurogęsi
Wrota do marca otworzyły klucze żurawi, żeglujące po błękitnym przestworze niebiańskiego oceanu. Niesie się w przestrzeni klangor radosny, przyspieszający bicie serc wszystkich ssaków, ptaków, płazów, gadów. Oto znowu ofiarowano nam powtórne istnienie w pięknie i szczęśliwości. Taką ułudą mami nas imperatyw życia, taki kod wpisany w geny niesiemy. Każdy akcent śmiertelności wytrąca nas z tego śnienia i budzi niepokój.
Na stawie przy Siekierezadzie unosi się na wodzie jakiś biały kształt. Myślałem, że to martwa ryba. Podszedłem bliżej, przyglądam się i rozpoznaję pięknego samca nurogęsi, z cudowną butelkową zielenią na szyi i głowie. Wyciągam to nieszczęsne ciało na brzeg i przy wtórze krzyku żurawi rozpaczam nad utraconym istnieniem. Wielokrotnie widziałem, jak ptaki te polują na stawie, nurkując zgrabnie i ścigając płocie. Przylatywały zawsze w parach. Wieczorem zjawiła się owdowiała nurogęś i nerwowo szukała swego partnera. Smutny jest ten smutek nurogęsi w pierwsze darowane dni wiosny, kiedy rozdziały opowieści właśnie się otworzyły, a dla niektórych już się nie napiszą kolejne.
R